“Na odpust szedłem do Czerniakowa”

(…) Pankracy, Serwacy i Bonifacy to owi święci, których wszyscy, zwłaszcza rolnicy, oczekują z niepokojem. Jak się zachowają i co wywróżą – ciepło, chłód, urodzaj, czy głód? Martwi się na ten temat albo raduje wieś. Przeciętny warszawianin dba raczej z całą lekkomyślnością o piękną pogodę. “Cóż mu, że susza! Wnet na Czerniaków na odpust wyrusza”, przypominając sobie wiersz z poematu Kazimierza Brodzińskiego: “Weselna była pora majowa, na odpust szedłem do Czerniakowa”.

WSPOMNIEŃ CZAR

Otacza go po drodze woń kwiatów, bo wiśnie, jabłonie, grusze okryte białym różowiącym się kwieciem, a czeremcha i bzy liliowe więdnąc pod wpływem lejącego się z nieba żaru wydają ostatnie, najwonniejsze tchnienie. Balsam ten wiejący z ogrodów: Promenady, Marcelina, Sielanki, Wójtówki… uderza wraz z kurzem do nosa rozczulającym wspomnieniem dawnej woni kurcząt, pieczonych ongi na rożnie w tych samych zamiejskich zakładach wesela. Dziś chodzimy do Czerniakowa nie zatrzymując się na tych stacjach beznadziejnie wymarłych, gdzie hulają wspomnień nieskromnych szkielety. Nie dotykajmy grzechem pobożnej myśli.

KOŚCIÓŁ

“Zaszumiały leśne gąszcze, wyroiły się chrabąszcze” – w ten sposób czy podobny zaczyna swój wiersz majowy Antoni Lange. Istotnie, na drodze do Wójtówki opada nas chmara majowych żuków. Opędźmy się im i wejdźmy do kościółka. Zbudował go w latach 1691 do 1694 kosztem marszałka wielkiego koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego twórca kościoła Sakramentek na Nowym Mieście, Holender Tylman Camerini – Gamerski. Główną atrakcją są tu relikwie św. Bonifacego, patrona kasjerów, otrzymane przez Lubomirskiego od papieża Innocentego XI w nagrodę za nawrócenie się.

NAWRÓCENIE FUNDATORA

Ten dziedzic Czerniakowa był niedowiarkiem, piszącym traktat wymierzony przeciw nieśmiertelności duszy. Podanie mówi, że pewien nieboszczyk, którego Lubomirski dopomógł pogrześć, ukazał mu się we śnie, przez wdzięczność radząc spalić rękopis i odbyć pielgrzymkę do Rzymu. Lubomirski wykonał to polecenie, za co otrzymał w roku 1694 od papieża relikwie. Są one do tej pory widoczne za wielkim ołtarzem w szklanej trumnie (…).

CUDA BONIFACEGO

Charakterystyczne zdarzenie przytacza K. Wł. Wóycicki ze słów jakoby naocznego świadka “pana skarbnika”. Jakiś Tadeusz Czernielewski, napadnięty przez sąsiadów, powierzył swe akta patronowi Kozłowskiemu, aby ten wniósł sprawę do sądu przeciw rabusiom. Kozłowski klienta zdradził wydając dowody winy w ręce przeciwników. Czernielewski stojąc przed kratkami sądowymi w głos wtedy wobec sędziów, obrońców i publiczności zawołał: “Święty Bonifacy! Pomścij moja krzywdę!” W tej chwili, pisze Wóycicki, Bóg ukarał Kozłowskiego pomieszaniem zmysłów. Krzyknął przeraźliwie, oczy w słup postawił, wił się jak padalec. Cud tak widoczny pobudził sędziów do wydania sprawiedliwego wyroku. Był to rok 1786.

PAMIĄTKI HISTORII

Na zewnętrznym murze kościoła jest wiele nagrobków i tablic pamiątkowych Jedna z nich posiada napis: “Przechodniu! Stań, czytaj i ty, gościu miły, zmów pacierz, idąc wedle tej mogiły. Tu leży Walenty Antoni Straszewski, rewizor policji, były kapitan w wojsku polskim, współtowarzysz niedoli znanego Beniowskiego w Kamczatce w 1771 r. Żył lat 72. Umarł 2 maja 1822 r.” Straszewski urodzony w r. 1750, konfederat barski spod chorągwi konnej Maurycego Beniowskiego, razem z nim dostał się do niewoli. Uszedł widocznie wraz z Beniowskim z Kamczatki i przez Madagaskar dostał się do Francji, skąd wrócił do ojczyzny.

CZERNIAKÓW

Sama wieś Czerniaków za książąt mazowieckich należała do Hińczy, herbu Łada, który się pisał “z Czerniakowa” – a potem do potomków jego z nazwiskiem “Czerniakowscy”. W XVII wieku przeszła do Lubomirskich, których zwłoki spoczywają w marmurowych trumnach w tym kościele.

Należy przypomnieć, iż Czerniaków miał krótkie chwile świetności za Augusta II Sasa, który wziąwszy go w dzierżawę urządzał na jego błoniach huczne turnieje. W ciągu XIX wieku bawił się tu lud warszawski popijając w karczmie i sąsiednim lasku wprost kościoła, używając łódek i huśtawki.

Fragment książki Franciszka Galińskiego: Gawędy o Warszawie.